Z ciemności do światła

Cieszę się, że Józef Wesołowski umarł. I wcale nie jest to radość złośliwa, której towarzyszy myśl „dobrze mu tak”. Nie. Cieszę się dlatego, że w całej tej aferze z nim w roli głównej jakoś zawsze stałem po jego stronie.

forest-light-night-1163

Były arcybiskup i nuncjusz apostolski Dominikany Józef Wesołowski został wydalony ze stanu duchownego za pedofilię. Został oskarżony o szereg przestępstw popełnionych podczas swojej pracy na Dominikanie (2008-2013). Po przeniesieniu do Rzymu oskarżono go o posiadanie pornografii dziecięcej. Te czyny zasługują na najwyższą karę. To nie podlega wątpliwości. W lipcu w Watykanie rozpoczął się proces karny byłego duchownego. Został jednak zawieszony z powodu złego stanu zdrowia J. Wesołowskiego.

Do dziś pamiętam, jaką pożywkę miały media, gdy ukazał się komunikat, że proces został przerwany. Pojawiły się głosy, że choroba byłego arcybiskupa została upozorowana, że nigdy nie zostanie ukarany, że ucieka przed wymiarem sprawiedliwości. Ja jednak gdzieś w sercu wierzyłem, że jego stan zdrowia się pogorszył. Gdzieś po ludzku była też we mnie złość, oczekiwanie na wznowienie procesu. W końcu pedofilia zasługuje na ukaranie. Informacja o wydaleniu ze stanu duchownego Józefa Wesołowskiego to był według mnie początek wymierzania sprawiedliwości. Ktoś taki nie może być kapłanem, a co dopiero biskupem. Czekałem na ciąg dalszy. I on nastąpił dzisiaj.

Informacja o śmierci Józefa Wesołowskiego była dla mnie zaskoczeniem. W pierwszym odruchu pomyślałem, że może było to samobójstwo, może przytłoczył go ciężar swoich win? Po chwili jednak pojawiła się myśl, że to było działanie Boga. Wszechmocny zabrał Go na swój sąd. On jest jedyną Osobą, która może osądzić byłego arcybiskupa. Bóg wie o nim wszystko. Widzi całe zło, którego się dopuścił, ale widzi też całe jego życie, w którym na pewno było też dobro. I głęboko wierzę w to, że Sprawiedliwość Boża osądzi go tak, jak na to zasłużył. Ale nie w oczach naszych, tylko w oczach tego, któremu 21 maja 1972 roku powierzył swoje życie przyjmując sakrament kapłaństwa.

Cieszę się, że Józef Wesołowski umarł. Cieszę się, że osądzi go Bóg jeszcze zanim została wymierzona mu kara tu, na ziemi. Wierzę w to, że w sercu byłego kapłana było głębokie przekonanie o swojej winie i żal za wszelkie zło, którego się dopuścił. Wierzę w to, że Miłosierdzie Boga zatriumfuje, gdy dusza Józefa Wesołowskiego trafi przed Jego oblicze. Wierzę w to, że spotkamy się kiedyś w Niebie. Wierzę w to, że przeszedł z ciemności, która zapanowała w jego życiu, do Światłości Świata.