Sobotni poranek

Sobotni poranek

W chwili, gdy piszę te słowa, większość z Was pewnie śpi. Na zegarku godzina 6:38. Sobotni poranek. Taki słoneczny i piękny. Lubię zaraz po wstaniu z łóżka, po mniej lub bardziej przespanej nocy, otworzyć okno i wciągnąć w swoje płuca rześkie, poranne powietrze. To taka moja pierwsza kawa. I pierwsza świadomość tego, że to kolejny dzień, w którym ON ze mną JEST.

85

„Noce są zawsze długie, a za dnia ciągły szum.” Takie słowa słyszymy w jednej z piosenek Lady Pank. Mimo tego, że powstała ona ponad 10 lat temu (!) to jej słowa są niesamowicie aktualne i dziś, w sobotni poranek 13 czerwca. Żyjemy w świecie, który ciągle gdzieś pędzi. Otwierając okno słyszymy rozmowy sąsiadów, szczekającego psa Krysi z parteru, czajnik oznajmiający 2 piętra niżej, że woda, którą ma w sobie osiągnęła temperaturę wrzenia, szum przejeżdżających pojazdów, dźwięk zmieniającego się koloru świateł przy przejściu dla pieszych itp. Dlatego tym bardziej lubię poranki. W mieszkaniu cisza, współlokatorzy albo śpią, albo nie wrócili z całonocnej imprezy. Otwieram okno i słyszę…leciutki szum wiatru smagający liście drzew, świergotanie budzących się do życia ptaków. O poranku i powietrze jakby inne, lżejsze, mniej skażone spalinami i innymi zanieczyszczeniami. To wszystko w połączeniu z zapachem świeżo zaparzonej kawy sprawia, że moim sercu pojawia się pierwsza „uwielbieniowa” myśl tego dnia.

Brakuje nam ciszy. Jesteśmy ciągle zalatani. Nie mamy czasu na chwilę refleksji, kontemplacji, na spokojne zebranie myśli, na modlitwę. A nawet jak już znajdziemy czas, to nie mamy ochoty, jesteśmy po prostu zmęczeni, nie chce nam się z Bogiem gadać. Jak już się w sobie zbierzemy, to okazuje się, że dajemy Tacie jakieś ochłapy, resztki ze stołu, nie pozwalamy Mu nacieszyć się nami do syta. Czy tak być powinno? Czy mąż powinien mieć w ciągu dnia dla żony czas tylko wieczorem, chwilę przed snem, na jakąś zdawkową rozmowę, na odklepanie standardowych pytań? Miłość sprawia, że osoba kochana przewija się przez cały nasz dzień. Mamy różne swoje zajęcia, obowiązki, zobowiązania, ale ta druga osoba jest w naszych myślach, jest w naszych smsach, jest w chwili przerwy między zajęciami. Czy nie powinno tak samo być z naszą relacją z Ojcem? Dajemy Mu ochłapy, a może spróbujmy wprowadzić Go w naszą codzienność?

tEREUy1vSfuSu8LzTop3_IMG_2538

Od jakiegoś czasu praktykuję rodzaj modlitwy, który sam ochrzciłem mianem modlitwy codziennością. O co chodzi? Staram się pisać do Boga SMS-y. Wysyłam Mu krótkie wiadomości, ale utrzymuję z Nim kontakt przez cały dzień. W tych smsach znajdziecie wszystko: dziękczynienia, uwielbienia, prośby, kłótnie, bezsilność, strach, zwątpienie, przeprosiny. Staram się przede wszystkim dziękować. „W każdym położeniu dziękujcie” jak pisał św. Paweł. Powierzam Tacie wszystkie swoje lęki, wszystko to, co mnie czeka. Modlę się w ten sposób o dobry wybór, o dobre pytania na egzaminie, o chęci do nauki, do sprzątania. Głupoty? A ja myślę, że dla Boga to ważne. Że dla Niego te moje głupoty są najważniejsze. Że On tylko czeka, abym Mu opowiedział czego się boję, za co Go uwielbiam, za co jestem Mu po prostu cholernie wdzięczny.

Pismo Święte wzywa nas: „Nieustannie się módlcie”. Ja na swój sposób odczytuję to wezwanie tak, jak Wam to opisałem. Wiecie, że to zmienia patrzenie na świat? Zacząłem dostrzegać coraz więcej powodów do dziękowania, uwielbiania Boga. Ba, zacząłem widzieć realne działanie Jego łaski w moim życiu, tego, że gdy Go o coś proszę, to On naprawdę mnie nie zostawia. Zachęcam Was do tego, abyście i Wy spróbowali tego rodzaju modlitwy. „Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan.”