Życie na pełnej petardzie

Życie na pełnej petardzie

„Jestem Dodą swojego powiatu. Cóż, jaki powiat taka Doda.” Te słowa wypowiedział najbardziej znany onkocelebryta w Polsce. Mężczyzna, który według wszelkich medycznych ustaleń powinien już dawno nie żyć. Bioetyk, którego odrzucili jezuici. Został zatem zwykłym, diecezjalnym księdzem, choć i to po wielu trudach i niezrozumieniu ze strony przełożonych. Założyciel Hospicjum im. Św. Ojca Pio w Pucku. O kim mowa? Panie i Panowie, przedstawiam księdza Jana Kaczkowskiego.

11130098_865257250201330_1249110718721209208_n

Nakładem wydawnictwa WAM (notabene – jezuickiego) ukazała się właśnie jego książka-wywiad „Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość”, którego udzielił Piotrowi Żyłce, publicyście i dziennikarzowi jezuickiego portalu deon.pl. I uważam, że jest to książka, którą każdy, kto choć trochę śledzi publiczną działalność księdza Jana przeczytać powinien. Pozwala ona wniknąć w jego życie osobiste. Dzięki niej poznamy rodzinę duchownego, prześledzimy razem z nim jego pełną zakrętów drogę do kapłaństwa. Ksiądz Kaczkowski nie kryje w tej książce niczego – można przeczytać choćby o spowiedzi, którą odbył będąc na kacu czy o sakramencie pokuty podczas którego okłamał spowiadającego go kapłana. Swoją drogą obie historie są bardzo piękne, a ta druga nawet wzruszająca.

Książkę podzieliłbym na 3 części: rodzina, dzieciństwo, młodość i czasy seminaryjne księdza Kaczkowskiego, następnie część bioetyczna, podczas której opowiada on o swoich poglądach na tematy takie jak aborcja czy in vitro oraz część, w której mówi on najwięcej o sobie – o autorytetach, swoim spojrzeniu na Kościół, przeżywaniu swojej choroby itp. A właśnie, nie napisałem tego wcześniej – ksiądz Jan Kaczkowski ma glejaka mózgu. I tak jak napisałem we wstępie – od ładnych paru lat, według wszelkich medycznych analiz, powinien już nie żyć. Tymczasem żyje, i to na pełnej petardzie. Jest szefem hospicjum, wędrownym, ale ekskluzywnym żebrakiem. Praktycznie co niedzielę głosi Słowo Bożej w innej miejscowości. Nagrywa vlogi dla BoskiejTV. Jest lubiany i szanowany nie tylko przez katolików, ale również przez niewierzących. A to wszystko przez jego zdrowy ogląd na otaczający świat i chyba przede wszystkim na Kościół.

Ksiądz Jan Kaczkowski w książce „Życie na pełnej petardzie” ukazuje nam się jako mężczyzna inteligentny, mający swoje zdanie, twardo stąpający po ziemi, a jednocześnie jako pokorny i wierzący kapłan. Warto sięgnąć po tę książkę choćby po to, by przeczytać o tym, jakim szacunkiem darzy on Jurka Owsiaka i jego WOŚP czy księdza Adama Bonieckiego, na którym wielu katotalibów wiesza psy. Mnie w tej publikacji ujęło właśnie to – bezkompromisowość, nazywanie rzeczy po imieniu, otwartość księdza Jana na każdego człowieka, bez względu na jego wiarę czy światopogląd.

Niesamowity jest również sposób w jaki ksiądz Jan opowiada o Eucharystii. Na pewno bardzo ważnym w jego życiu wydarzeniem był sakrament pierwszej Komunii Świętej. Mówi o tym sam bohater książki, podkreślając, że przyjęcie po raz pierwszy Ciała Chrystusa pod postacią chleba było momentem, który go fascynował i na który czekał już od dawna. I nie ulega wątpliwości, że bardzo mocno i bardzo świadomie przeżył ten moment zjednoczenia z Chrystusem.

„Mówię to z całą powagą: jeśli człowiek przyjmie Komunię Świętą z pełnym zrozumieniem tej sytuacji, nie jest możliwe, by pozostał taką samą osobą jak wcześniej.”

I ksiądz Kaczkowski nie był już po przyjęciu tego sakramentu tą samą osobą. Odcisnął on swoje piętno na duszy, w sercu i umyśle młodego Jana. Owocował on potem przez całe życie przyszłego kapłana. Odbywało się to przy mniejszym lub większym udziale świadomości, gdyż okres dojrzewania Jan Kaczkowski miał dosyć burzliwy, jednak czytając „Życie na pełnej petardzie” można wyraźnie dostrzec to owocowanie.

10896878_826509400719426_4857354053730347088_n

Piotr Żyłka i ks. Jan Kaczkowski. Zdjęcie pochodzi ze strony Życie na pełnej petardzie

„Życie na pełnej petardzie” to fascynująca opowieść o tym, jakie ciekawe życie każdy z nas może wieść, jeśli tylko nauczymy się pokonywać swoje lęki i lenistwo. Ksiądz Jan Kaczkowski, człowiek, który naprawdę nie ma już nic do stracenia, może być dla nas wzorem życia na maksa, wyciskania z niego każdej kropli, aż osiągniemy tak wytęskniony przez nas wszystkich cel – życie wieczne w Niebie. Gorąco i usilnie zachęcam każdego z Was do sięgnięcia po tę książkę. Niech zawarte w niej świadectwo księdza Jana będzie dla każdego z nas chociaż powodem do refleksji nad swoim życiem.