Niech żyje wolność, wolność i swoboda!

Niech żyje wolność, wolność i swoboda!

Wydarzenia ostatnich dni, w tym między innymi atak wyznawców islamu na redakcję francuskiego pisma Charlie Hebdo skłaniają mnie do refleksji na temat wolności. Czy zdajemy sobie sprawę, czym ona tak naprawdę jest, z czym się wiąże, gdzie są granice?

15602626454_9e31b99029_o

Charlie Hebdo. Francuska gazeta słynąca z tego, że w imię wolności słowa, wolności wypowiedzi zamieszcza na swoich łamach karykatury postaci z szeroko pojętego świata religii, nie tylko katolickiej. Do redakcji nie raz i nie dwa spływały skargi czytelników, których uczucia religijne zostały w ten sposób obrażone. Były prośby, były zapewne też groźby. Pracujące w tej gazecie dziennikarze jednak nic sobie z tego nie robili i dalej prowadzili pismo po wyznaczonej linii. Dosyć jednoznacznie pokazywali, że mają gdzieś zdanie tych, którzy Charlie Hebdo nie popierają. Jest przecież na rynku tyle innych magazynów, jeśli nie odpowiada ci ten, zawsze możesz sięgnąć po inny. Niestety nie tędy droga. Redakcja Charlie Hebdo przekonała się o tym na własnej skórze aż nazbyt dobitnie.

7 stycznia w siedzibie Charlie Hebdo doszło do ataku terrorystycznego na dziennikarzy i rysowników tego pisma. Ataku dokonali francuscy dżihadyści w odwecie za prowokacyjne i obrażające ich uczucia religijne karykatury Mahometa zamieszczone w gazecie. Zginęło 12 osób, sprawcom początkowo udało się uciec, jednak później zostali złapani. Atak wywołał panikę we Francji i strach w Europie. Wszem i wobec mówiło się o ataku na wolność prasy, zamachu na wolność słowa itp. Jeszcze w takim kraju jak Francja, gdzie wszystko wszystkim wolno. Szok i niedowierzanie.

15611201584_d9d3116647_o

Chciałbym zastanowić się teraz, czy działania Charlie Hebdo były w zgodzie z wolnością prasy i wolnością słowa. Pojęcia te znaczą ni mniej ni więcej to, że dopuszcza się istnienie na rynku prasy o wszelakich poglądach politycznych, a państwo nie ingeruje w ich działanie. No chyba, że zostanie złamane prawo. I tutaj wydaje się, że do Charlie Hebdo nie można się przyczepić. Jest po prostu pismem satyrycznym, traktującym religię z bardzo dużym przymrużeniem oka. Jednak wolność słowa, wolność wypowiedzi kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Zasada „róbta co chceta” nie sprawdza się w realnym życiu. Można być dobrym pismem satyrycznym, można nawet przedstawić religię z lekko ironicznego punktu widzenia, ale chamskie karykatury Mojżesza, Mahometa, Benedykta XVI i wielu innych to już nie jest wolność. To jest atak na wolność, na uczucia, na wiarę katolików, żydów, muzułmanów. Przykre, że mimo napływających listów, redakcja nie zrobiła z tym nic. Smuci mnie również to, że nawet teraz, już po zamachu, po śmierci swoich kolegów i koleżanek, Charlie Hebdo nie zmienia swojego stylu. Na okładce najnowszego numeru znajduje się rysunek proroka Mahometa trzymającego kartkę z napisem „Je souis Charlie”. Nad nim widnieją słowa „wszystko zostało przebaczone”.

Nie jestem Charlie. Nie zgadzam się na wyśmiewanie i wyszydzanie jakiejkolwiek z religii. Równocześnie nie zgadzam się, by takie działania były powodem zamachów i morderstw. Nie zgadzam się, by wolność prasy nie była związana z odpowiedzialnością za słowo. W dzisiejszych czasach każdy może napisać/narysować co chce, gdzie chce i kiedy chce. Często nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Za ofiary tej tragedii ofiaruję swoją modlitwę. Modlę się również za napastników, o to, by zrozumieli, że atak i odebranie życia rysownikom nie rozwiązuje problemu. Będą następni rysownicy. A po nich jeszcze następni. I kolejni.