W imię Syna

Sobota, 7 dzień czerwca, Pola Lednickie. Już od samego rana można tam spotkać ogrom autokarów z różnych części Polski, a co za tym idzie masę ludzi. Młodych ludzi. Po co przyjechali?

1618388_10152422521160772_8465945308400775599_o

Lednica to wspólnota. Ludzie, którzy raz w roku przyjeżdżają bardzo często z końca Polski aż pod Gniezno mają jeden cel – doświadczyć Chrystusa we wspólnocie. Pomysłodawcą tych spotkań jest dominikanin o. Jan Góra. I stworzył coś niesamowitego. Raz w roku, na początku czerwca, na Polach Lednickich, pod symboliczną bramą trzeciego tysiąclecia w kształcie ryby gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi. Nieważne czy pada deszcz czy temperatura dochodzi do 40 stopni.
W tym roku Lednica świętowała swoje osiemnaste urodziny. Z tej właśnie okazji każdy z uczestników spotkania otrzymał lednicki dowód tożsamości z tekstem aktu wyboru Chrystusa. Ten akt jest niejako wpisany już w Lednicę, gdyż jest odmawiany na każdym spotkaniu podczas adoracji Najświętszego Sakramentu.
Tegoroczna Lednica była dla mnie osobiście wyjątkowa. Przeżyłem jedną z cudowniejszych spowiedzi w swoim życiu oraz chyba najpiękniejszą Eucharystię. Chcę się z Wami podzielić paroma moimi refleksjami po tym spotkaniu.
Na Polach Lednickich panował ogromny upał. Jednak gdy na scenie pojawili się Siewcy Lednicy to naprawdę mało kto zważał wtedy na wysoką temperaturę. Wszyscy wstali i zaczęli tańczyć w rytm piosenek. To jest niesamowite. Zobaczyć młodych ludzi bawiących się z innymi, których prawdopodobnie widzą pierwszy i ostatni raz w swoim życiu. Ale to jest Lednica. Tam doświadczamy Kościoła Żywego. Kościoła młodego.
Punktem kulminacyjnym Lednicy była dla mnie Eucharystia. Zaczęła się ona od najdłuższej procesji wejścia jaką kiedykolwiek widziałem. A wszystko przez…kapłanów. To właśnie ich ogromna liczba nadawała piękna całej celebracji. Wzruszenie ojca Jana Góry było czymś niesamowitym, gdy dziękował wszystkim koncelebrującym kapłanom. Mszy Świętej przewodniczył nowy prymas Polski abp Wojciech Polak, od paru lat stały bywalec lednickich spotkań. Pod koniec Eucharystii zrobił on coś niesamowitego dla mnie. W niedzielę po Lednicy o. Jan Góra obchodził 40 rocznicę swoich święceń kapłańskich. Z tej okazji prymas zaczął dziękować ojcu Janowi za cały trud, który włożył w to swoje dzieło. Jednak młodzież nie pozwoliła prymasowi skończyć podziękowań i życzeń. Z pól rozległy się długie, głośne brawa oraz gromkie „Sto lat” na cześć o. Góry. Na telebimach pojawił się widok ojca Jana ocierającego łzy z kącików oczu. Jednak to jeszcze nie koniec. Prymas Polski zdobył się na niewyobrażalny gest – z wdzięcznością ucałował strudzone, kapłańskie dłonie tego wspaniałego dominikanina. Dla mnie osobiście było to coś, co trudno mi teraz nawet opisać.

Z mojej strony to tyle. Wiem, że to wpis bez ładu i składu, ale i temat niesamowicie rozległy. Wybaczcie.